Płocka Galeria Sztuki

Płocka Galeria SztukiNapisali o nasSceny Zbyluta Grzywacza

Sceny Zbyluta Grzywacza

Sceny Zbyluta Grzywacza. Obrazy i rysunki w Płockiej Galerii Sztuki; autor – Krzysztof CichońArtykuł opublikowany w kwartalniku „Arttak. Sztuki Piękne” nr 3(10)/JESIEŃ 2014Krzysztof Cichoń
Sceny Zbyluta Grzywacza. Obrazy i rysunki w Płockiej Galerii Sztuki

Zbylut Grzywacz należy do postaci, bez których nie da się opowiedzieć – nawet najbardziej skrótowej – historii sztuki polskiej ostatniego półwiecza. Ceną za obecność w każdej panoramie jest uproszczenie sylwetki do kilku wciąż powtarzanych rysów. Przede wszystkim alegorysta, dojmująco i czasem nieprzyjemnie zestawiający realną szarość socjalizmu z dramatycznym patosem podpatrzonym na starych religijnych obrazach.

„Kompozycja Grzywacza – siedem etapów z życia kobiety, świetna warsztatowo, odpychająca swą formą moralitetu” – tak pisała Barbara Majewska o wystawie z 1980 roku. A jeden z założycieli grupy Wprost, podpisany pod słynnym manifestem grupy z 1966 roku, postulował: „Chcemy wyrażać wprost”. Zdanie odnoszące się przede wszystkim do powojennej sytuacji w malarstwie, szybko stało się nośnikiem niemożliwych do spełnienia w PRL-u tęsknot egzystencjalnych.

Otwierając 12 września tego roku wystawę Sceny Zbyluta Grzywacza. Obrazy i rysunki według koncepcji Joanny Bonieckiej Płocka Galeria Sztuki nie po raz pierwszy wykazała się inicjatywą ważną dla polskiego życia artystycznego. Biorąc pod uwagę, że pięć lat temu między marcem a majem krakowskie Muzeum Narodowe pokazało prawie pół tysiąca prac Grzywacza, wystawa płocka wcale nie jest oczywistym wyborem. Planujący jaskrawe eventy nie bez racji mogliby uznać, że może ona nie wyjść z długiego cienia poprzedniej. Ekspozycja w Płocku zbiera prace, które znajdowały się w pracowni artysty. Nie sposób wytyczyć wyraźnej granicy między pracownią a osobowością, często to jedno wnętrze. Takie właśnie informacje uzupełniające wiedzę o osobowości wystawy decydują o tym, czy mamy pełnokrwiste, bogate życie artystyczne sprzyjające zróżnicowanej refleksji, czy kalejdoskop jednokrotnych fajerwerków dopasowany do oczekiwań rynku.

W przypadku Grzywacza pomysł, by na scenie pokazać pracownię, jest szczególnie uzasadniony. Bodaj na rok przed jego śmiercią w krakowskim Muzeum Przyrodniczym pokazano wystawę Rozmowa z kamieniem, prezentującą bogate geologiczne i przyrodnicze zbiory artysty. Na zdjęciach widzimy pracownię, w której oparte o ściany obrazy walczą o miejsce z sięgającymi sufitu półkami zastawionymi amonitami, „kwarcami, kalcytami, skałotoczami”, tablicami z fragmentami roślin, czaszkami zwierząt. Temperament przyrodoznawcy nieustannie klasyfikującego, porównującego, studiującego ledwo zauważalne różnice w budowie podobnych części organizmów widoczny jest w wielu najbardziej znanych obrazach Grzywacza, od malowanych na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Lalek, po ostatnie, kameralne z cyklu Skulone czy Kręgi. Pokora i cierpliwość wobec detali łączy oko malarza z przyrodniczym zapałem. To połączenie jest istotne dla trafnego nazwania metody, jaką Grzywacz się posługiwał. Pokory jest z czasem coraz więcej, od początkowych kubistycznych i surrealistycznych fantazji po obrazy coraz bardziej akceptujące codzienną realność, aż po jeden z ostatnich cykli: Metafizyka i mięso, mimochodem w dwóch słowach tłumaczący europejskie rozumienie malarstwa.

Wystawa nieprzytłoczona najbardziej znanymi obrazami, zestawiona z rzeczy drobniejszych i bardziej osobistych, sprzyja budującym znawstwo obserwacjom. Choć bez trudu można na niej wypatrzeć i ten jeden jedyny obraz, dla którego warto zaryzykować podróż. Proponuję młodzieńczy kaprys Autoportret wielokrotny z 1965 roku. Widać na nim i zapowiedź maniery, jaka dziesięciolecia później przyniesie sukces grupie Ładnie, i przeczucie, że wszystko, co robimy, splata się w pokręconą jak los, dłuższą od życia helisę. Najlepiej oglądać go w parze z jednym z rysunkowych Autoportretów ostatnich.
 Wybierającym się na płocką wystawę można powtórzyć opinię Tadeusza Nyczka ze wstępu do pamiętników Grzywacza (Memłary i inne teksty przy życiu i sztuce): „Czytelniku (…) przygotuj się na wędrówkę po jednym z najbardziej zadziwiających światów autorskich, z jakim zapewne miałeś do czynienia”. Zajmująca dwa piętra ekspozycja jak dobra lektura skłania do zwolnienia tempa, dostarcza wielu nieoczekiwanych perspektyw, spełnia oczekiwania wobec pierwszej wizyty w nieswoim wnętrzu.

A wybrać się do Płocka tej jesieni warto z jednego jeszcze powodu: otwieranej 17 października wystawy Ulica Themersonów. Od 2010 roku jest tam organizowany kilkudniowy Festiwal Themersonów SkArPa poświęcony sylwetce i twórczości urodzonego w Płocku poety, powieściopisarza, autora opery, awangardowych filmów i filozofa Stefana Themersona oraz jego żony Franciszki. W tym roku Płocka Galeria Sztuki ogłosiła konkurs dla studentów uczelni artystycznych na prace inspirowane twórczością tych dwojga artystów. Najwyższa pora, by „młodzi kreatywni” skomentowali twórczość kogoś, kto dawno temu odniósł sukces w Londynie.

Zobacz nasze wystawy

Galeria zdjęć

 

11_DSC_4025 10_DSC_4020 09_DSC_4014 06_DSC_4006 06_DSC_4006 08_DSC_3997

Zobacz więcej zdjęć

Obserwuj nas na bieżąco

Zapisz się do newslettera

© 2022 Płocka Galeria Sztuki. Wszystkie Prawa Zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Hedea.pl